Kreatywność a poczucie relaksu

Kreatywność a poczucie relaksu

Kreatywność to takie modne pojęcie. Po zapoznaniu się z trendami na rynku i literaturą psychologiczną w tym temacie zastanawiam się jak wygląda sprawa rozumienia procesów twórczych przez szarego Kowalskiego.

Spotkałem się z różnymi podejściami do twórczości i muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zaskoczony jedną obserwacją!

Każdy warsztat dotyczący tego tematu rozpoczynam od relaksacji. Nie jestem nigdy zaskoczony reakcją typu „ale o co chodzi” kiedy proszę uczestników o to żeby położyli się na poduszkach, położyli nogi na krześle i zamknęli oczy na kilka minut przy spokojnej muzyce (swoją drogą to dość zrozumiała reakcja, biorąc pod uwagę fakt, że odbiorcy przyszli na szkolenie, a nie podrzemać, przecież tu ma być ciężka praca kurde, no).

No ale dobrze jak ten etap mamy już za sobą okazuje się, że odbiorcy są żywo zainteresowani ową relaksacją. Od razu nasuwa się pytanie dlaczego. Ano, dlatego kochani, że podstawą każdego procesu twórczego jest odpowiednie nastrojenie instrumentu. Czy jesteś muzykiem, czy jesteś grafikiem, czy malarzem, czy poetą czy dyrygentem czy inżynierem, czy tworzysz strategię marketingową. To zawsze będzie miało wpływ na to, jaki będzie efekt końcowy twojej pracy twórczej. Bez wątpienia jeśli wpadniesz do biura, nie robiąc żadnej rozgrzewki ani przerwy na kawę, uda Ci się Coś stworzyć.

Tylko, że Coś nie wystarczy. Po chwili okazać się może, że to coś to znacznie za mało. Nasze możliwości sięgają bowiem dużo dalej niż nam się wydaje. Profesor Krzysztof J. Schmidt, autor jednej z lepszych książek, które przeczytałem wskazuje na to, że jednym z głównych powodów dlaczego nie osiągamy wymiernych efektów jest zbyt wczesne zrezygnowanie z dalszej pracy. Można to porównać do nakładania warstw na płótno obrazu. Jedna z moich znajomych, graficzka, która jest bardzo dobra, kiedy się ją pyta, jak tworzy logotypy odpowiada: „to mozolna praca, nie ma w tym jakiejś specjalnej filozofii, nakładasz warstwy, przykładasz elementy tu i tam i patrzysz co jakoś w miarę wygląda”.

I trochę tak jest. Zdarzyło mi się spotykać różnych ludzi na swojej drodze i zauważyłem kolejna ciekawą rzecz.

Ludzi, którzy naprawdę są dobrzy w jakiejś dziedzinie cechuje niesamowita skromność. Postrzegają siebie jako zwyczajnych ludzi (nie wybitnie oświeconych artystów i osoby, które należy wrzucać na piedestał). Mają do tego normalne ludzkie podejście. Często twierdząc „każdy mógłby to robić, gdyby podchodził do tego jak do czegoś zwyczajnego”.

Nawiązuje to do twierdzenia, że im większe kompetencje tym mniejsze ego – im mniejsze kompetencje tym większe ego.

A Wy jak uważacie? Każdy z nas ma swojego wewnętrznego artystę i prawo do tworzenia? Każdy z nas ma prawo tworzyć?

Czy to tworzenie dzieł czy w wymiarze artystycznym czy technicznym stanowi domenę tylko osób, które w jakiś magiczny sposób posiadają „to coś” ?

13 komentarzy

Ostrzenie piły to podstawa efektywnego cięcia drzewa. Nie ma tu żadnej magii, po prostu odpowiednie narzędzia. Ale trzeba o tym pamiętać.

Każdy może tworzyć, choć czasem to długa droga by zdobyć odpowiednie umiejętności. Jedni mają to coś ale inni mogą to w sobie wypracować. A najlepiej po prostu kiedy czerpie się radość z pracy twórczej i da się ponieść fantazji 🙂

Z tezami zawartymi w artykule można zgadzać się lub nie ale z pewnością bije z niego optymizm i wiara w człowieka.
A to może być receptą na ten pandemiczny czas !

Każdy ma prawo do swojego zdania na każdy temat, racja :)) Miejmy nadzieję, że najgorsze już mamy za soba:)

Myślę, że każdy ma prawo robić wszystko do czego czuje ochotę (i oczywiście nie narusza wolności i praw innych osób). Więc do dzieła ludzie!
A co do „ego”, to potwierdzam. Ostatnio się tym (ponownie) zainteresowałem i zauważyłem silny związek ze świadomością istnienia pewnej energii, która jest większa od każdego ciała ziemskiego. Nie wykluczam, że pójdę tą ścieżką dalej…

Ta „mozolna praca”, o której wspominasz, to coś o czym się współcześnie zapomina. Ludzie szukają dróg na skróty, wydaje im się, że kilka technik motywacyjnych załatwi sprawę. Umiejętność pracy „wtedy, kiedy wcale się nie chce” jest bezcenna.

To prawda, że skromność często towarzyszy wielkości, ale zdarzali się również paskudni geniusze – choćby Mozart 😉

Myślę, że tworzenie czegokolwiek wymaga przekonania do tej właśnie wizji. Podczas wielu walk z samym sobą podczas pracy zawodowej i tych bardziej przyziemnych sytuacji nauczyłem się, że trzeba się nastroić. Nie wiem.. skupić się i słuchać swojej duszy i rozpocząć na własnych warunkach, posłuchać czegoś bliskiego dobrym uczuciom, poczuć, spróbować (dla mnie kakao i kanapka z żółtym serem – przedszkole 🙂 ) czegoś co dobrze się kojarzy. Wtedy można dużo więcej zdziałać. Na mnie działa wyłącznie nastawienie i znając siebie i ten mechanizm polecam każdemu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *